Strona:Poezye oryginalne i tłomaczone.djvu/244

    Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
    Ta strona została przepisana.
    XXVIII.

    Pewna już o nim na przeciwnym brzegu,
    Przebywa morze w lot między Francuzy.
    Tu on więc mieszkał, tu w płci równéj śniegu
    Serca krępował i sadzał do kluzy;
    Tu mając dziewki, jakich w swoim biegu
    Słońce nie widzi, od Gades do Suzy,
    Skrzydła był odpiął, a oręża z złota
    Nosili za nim żart, śmiech i pieszczota.

    XXIX.

    Darmo go jednak szuka we dnie, w nocy:
    Bo tu tak siła znalazł do roboty,
    Że musiał sobie przybrać do pomocy
    Młodszych braciszków, którym kołczan złoty
    Rozdał, żeby swéj spróbowali mocy;
    A sam zwątlony, bez sił, bez ochoty,
    Na odpoczynek odważył się z nową
    Do Polski zjechać Kupido królową.

    XXX.

    Wenus się po nim puszcza na delfinie
    I porze morskie wały jak na spławie.
    Mija Niderland i do duńskiéj skrzynie
    Nie płaci myta w Zuntcie na przeprawie.
    Nakoniec stawa tam, gdzie Wisła ginie,
    Przy gdańskim porcie, i stąd ku Warszawie
    Płynie, gdzie w gęste ubrawszy się chmury,
    Wchodzi nieznaczna między pańskie mury.

    XXXI.

    Jest pałac, wiślne patrzący na wody
    I na zarzeczne miasta i żuławy,
    Opasan wkoło ślicznemi ogrody.
    Tu więc królowa miewa swe zabawy,
    Kiedy wieczorne pozwalają chłody
    I liście broni Febowi przeprawy.
    Tam ją zastała wtenczas Erycyna,
    Z swemi nimfami siedzącą, i syna.