Strona:Poezye oryginalne i tłomaczone.djvu/104

    Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
    Ta strona została przepisana.

    I gdy niesporéj czekając odsieczy
    W trunek wam poszły obrzydliwe rzeczy.
    Żeście i gnój swój pili i przez trupy,
    Brnąłeś po wodę przez końskie tułupy.
    I piłeś ścierwy, Tatary, kozaki,
    Przez chustkę dzieląc od gęby robaki.
    Żeś tedy wina, piwa, mleka, miody,
    Wódki i wody, soki pił i smrody,
    Pytam cię, bracie, jak biegłego w trunku,
    W jakim jest dekokt u ciebie szacunku?
    Bo się i z tym znasz i co boży rok ty
    Trudnisz doktory i pijesz dekokty.
    Powiedz, co salsa i jakiego smaku?
    Gdzie téż święcono to drzewo z gwajaku?
    I po czym poznać przedni korzeń chiny?
    Czym szasafrasu pachną ostrużyny?
    I skąd to miejsce prostej lukrecyej
    Przy cynamonie i drzewach w Indyéj?
    Żebym tak twoją upewniony próbą,
    Mędrszy z przestrogi, już nie trwożył sobą
    I nie zabłądził w tym indyjskim gaju,
    Bo mi pić doktor kazał chinę w maju.



    62. Raki.

    Cnota cię rządzi, nie pragniesz pieniędzy,
    Złota dosyć masz; nie boisz się nędzy;
    Czystości służysz, nie swojej chciwości,
    W skrytości mieszkasz, nie przywabiasz gości.
    Szyciem zarabiasz, nie wygrywasz w karty,
    Piciem się brzydzisz, nie bawisz się z żarty,
    Matki się boisz, nie chybiasz kościoła;
    Gładki-to anioł, nie zła dziewka zgoła.
    Szumnie ważysz mnie, nie srebro w kieszeni;
    U mnie wprzód rozum, niż miłość się zmieni.



    63. Na jednę panią.

    Nie dziwna to u mnie, pani,
    Że cię każdy galant — wspomina;
    Doglądasz bydła, przędziwa,
    Przy tym wolisz szklankę pi — gwów usmażyć.