Strona:Poezye oryginalne i tłomaczone.djvu/087

    Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
    Ta strona została przepisana.

    I jako kiedy lecie zajmie się przędziwo
    W piekarni lub w świetlicy, kiedy śpi co żywo.
    Samo się w sobie dusi, niż się ściana sucha
    Zajmie, potym płomieniem przez okna wybucha,
    Próżno wtenczas gospodarz o ratunek woła;
    Cała gromada zgasić pożaru nie zdoła;
    Tak we mnie miłość długo potajemnie tlała,
    Teraz na wierzch przez obie oczy, okna ciała,
    Łzami się pokazuje; wewnętrzne zapały
    Ten wilgotny dym pędzą i ten perz zetlały;
    Próżno wołać ratunku, rozum nie pomoże,
    Twoja to sama łaska, Kasiu, zalać może.



    36. Boginie.

    Słusznie mówimy, że panny boginie
    Bo ginie każdy, kto się im nawinie;
    Kto tedy wpadnie w ręce tychto bogiń
    (Trudno inaczéj) albo gni albo giń.



    37. Sen.

    W południe więzień zasnąłem ubogi,
    Aż mi sen wdzięczny tę przysługę sprawił,
    Żem swą dziewczynę całował bez trwogi
    I w jéj gładkości myśli moje bawił;
    I obłapiając depozyt tak drogi,
    Wszystkie-m na stronę frasunki odprawił.
    A zbytnia radość ledwie mi żywota
    Nie wzięła, duszy otworzywszy wrota.
    Taką uciechą będąc upojony,
    Ulałem potem zapalone skronie
    I ze sił wszystkich swoich obnażony
    Padłem wpół-martwy na jej ślicznym łonie.
    I widząc, że głos ustawał zemdlony,
    Krzyknąłem, jak ów, co z przygody tonie,
    Katuj mię, przebóg, stanie-ć za odpusty:
    Gdy zahamujesz duszę w ustach usty.
    Tu-m zamknął mowę, a ona bez mowy,
    Widząc mię bez tchu i bez życia znaku,
    Zemdlonej dźwiga i podnosi głowy
    I usty swemi całuje bez braku
    W usta i w oczy, i wdzięcznemi słowy
    Dodaje słodkim pieszczotom przysmaku: