Strona:Poezye oryginalne i tłomaczone.djvu/038

    Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
    Ta strona została skorygowana.

    Czyli to ten pies, co w ukrytéj stronie
    Nalazł zmarłego ojca Erygonie?
    Czy téż Hekuba, za królestwa stratę,
    W tym kształcie w niebie odnosi zapłatę?



    4. Do Kanikuły.


    Potężny piesku, co władasz gorącem
    I ogień lejesz gardłem swym pieniącem;
    Którego ogniem krynice słabieją,
    A śniegi wieczne z gór się rzeką leją,
    Spraw to mocą twą, aby twe pożogi,
    Które miłości we mnie zapał srogi
    Mnożą, nad dziewką okrutną zażyły
    Takiéj lub większéj, niż nade mną, siły.
    Ona z ogniów twych przeszydza, jak zbroją
    Bezpieczna twardą skamiałością swoją;
    I zimnym wzorem tak się otoczyła,
    Że krew w jéj żyłach w śnieg się zamieniła.
    Co Nowa Zemla ma zimy i mrozów,
    Co lodowate morze, kędy wozów
    Większy pożytek, niżli krzywych łodzi;
    Co Wołga, którą Moskwicin przechodzi,
    Cały rok lodem kryje zimne wody:
    Wszystkie te w piersiach ma mrozy i lody.
    Widzi to Wenus, ale nie dba, ani
    Zwykłym jéj trybem téj hardości gani;
    Owszem jakby z nią zmówiła się zgodnie,
    Mnie tylko w sercu podżega pochodnie.
    Ale ty mścij się méj szkody, twéj wzgardy,
    I państwem, które nad nami masz, hardy,
    Napełń ją ogniem; niech i ona czuje,
    Że kiedy świecisz, każda rzecz hołduje,
    I każda lubo odporna, jako ty
    Błyśniesz na niebie, zapada w zaloty.
    Co jeśli sprawisz, będę-ć życzył, aby
    Obrok cię z źródeł dochodził niesłaby
    I żebyś wsiadszy na wóz miasto słońca
    Wiódł rok szczęśliwy od końca do końca.



    5. Minutie.


    Kiedy dwudziesty lipca dzień nadchodzi,
    Jasna na niebo Kanikuła wschodzi,