Strona:Poezye oryginalne i tłomaczone.djvu/010

    Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
    Ta strona została przepisana.

    nie posiadamy dotychczas żadnych. Wedle własnego jego wyznania „młode“ jego „lata piastował“ i „do Febowéj drogę podał lutni“ dziad po matce Waleryan Otfinowski, tłomacz Przemian Owidyu-sza i Ziemiaństwa Wergiliusza. Poduczonego już, prawdopodobnie w domu, Andrzeja wysłano za granicę. Przebył on Niemcy, czas jakiś bawił w Belgii, ażeby stamtąd puścić się daléj na zwiedzenie Francyi i Włoch. Z czasu pobytu w Belgii mamy list poetyczny Andrzeja Morsztyna do dziada po kądzieli i odpowiedź („Respons“) tegoż. Dziad, lubo wié, jakie niebezpieczeństwa grożą tym, co po dalekich morzach i lądach jeżdżą, wyraża jednak nadzieję, że jego „wnuk drogi, zwiedziawszy narodów wielu obyczaje, wygodziwszy swéj wrodzonej chęci i nazbierawszy mądrych rzeczy do pamięci,“ powróci zdrowo i cało do kraju i „poczciwie ucieszy zdrowiem swym rodzice“. Czy i dziada swego zastanie, o tém starzec wyraża wątpliwość, bo go „już nadwietszałe lata wypychać się potężnie zdają z tego świata“; — przesyła więc wnukowi wyrazy głębokiéj miłości:

    Bądź mię jednak zastaniesz umarłym, bądź żywym,
    Nie najdziesz, jedno żem ci jest lub był życzliwym.
    I rzeczesz kiedyś, po mym przechodząc się grobie:
    Miałem ja przyjacielem tego człeka sobie!
    Jakoż ja tym i teraz to pismo zawieram,
    Że niewątpliwie twoim żyję i umieram.

    Przeczucia starca miały niebawem się spełnić. Doczekał się on wprawdzie powrotu wnuka z zagranicy, ale niedługo już widokiem jego się cieszył: umarł w roku 1645. Morsztyn uczcił pamięć jego obszernym poematem p. n. „Nadgrobek IMci Panu Waleryanowi Otfinowskiemu podczaszemu sędomirskiemu“. Wyraża tu najprzód żal ogólny po stracie spółobywatela i swoję boleść własną po stracie ukochanego przewodnika w dziedzinie poezyi; prosi o przebaczenie, że nie potrafi godnie „sławy i spraw zacnych“ dziadka wypowiedzieć, bo jest głęboko „żalem rozdwojony“ :

    Jedno w papierze, drugie we łzach oko.
    I ręka w służbie takiéj obumiera,
    Jedna rym pisze, druga łzy ociera.

    Następnie opisuje wesoły bankiet bogów, przerwany przybyciem zasmuconego Jowisza, który udzielił zgromadzeniu odebranej z ziemi wiadomości o zgonie „człowieka zacnego“, co nawet w niebie wsławił się był swojemi rymami, opowiadając (w Przemianach) dzieje bóstw i ich przygody. Jowisz nakazuje żałobę wśród nie-