Strona:Poezye cz. 2 (Antoni Lange).djvu/061

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Więc o wierzby wsparty pień,
Słucham fali cichych drżeń...
Naraz, niby duch z za świata,
Jakiś cień przez toń przelata:
Ach, to ptaka czarny cień!

Czarnym cieniem mignął tak
I w nieznany pomknął szlak...
Ledwiem oczy wzniósł do góry,
Już widziałem tylko chmury —
Za chmurami zniknął ptak!

Jako ptak — uchodzą sny,
Cieniem padną w życia łzy.
Jako strzała tak migają,
I jak ptaki przepadają,
W tajemnicze płynąc mgły.

Ileż myśli, — uczuć — zórz
Zgasił we mnie wicher burz!
Błyskawicą we mnie błysły
I w nicestwo się rozprysły —
I nie wrócą nigdy już!

Ruszki, 1894.