Strona:Poezye cz. 1 (Antoni Lange).djvu/243

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Tyś mój wybraniec: tobie chcę się objawić. Wiem, że za miłością tęsknisz, że w sercu twojem zapanowała próżnia śmiertelna, tem straszniejsza, im straszniejsza tęsknota. Patrz — idę do ciebie — jam twoja! Przyjmij mię na swe łono — kocham ciebie!
End. Odejdź. Nie znam ciebie. Obcą mi jesteś. Możem kiedyś był z tobą zbratany, może kiedyś będę znowu... ale dziś cię nie znam... Objawień twoich się lękam — tajemnica twoja mię przeraża...
Art. Biada mi! Odepchnięta i niepoznana odejść musi ta, która się niegdyś ukrywała od oczu myśliwców. Endymion nie dojrzał mego światła! Endymion nie odczuł mego balsamu! Duch jego umęczony radości nie rozumie!... Kiedyż nadejdziesz, Godzino, aby dać spoczynek duchom umęczonym?... Biada Endymionowi, że zapomniał czaru nocy majowych! Potępiony na wieki Endymion — i odtąd błąkać się będzie po świecie, jak Orestes szarpany od furyi, przeto, że nie zrozumiał słowa miłości...
Głos Orestesa. Precz ode mnie! Precz furye piekielne! Kiedyż się skończy moje męczeństwo! Najnędzniejszy człowiek miewa noc spokojną, tylko Orestes znaleść nie może chwili odpocznienia!
Godzina. Spójrz, Artemi, ku Taurydzie! Jakie światło tam płonie! Czy jesteś już aniołem?... Spójrz...

(W oddali światło — w niem postać dziewicza).

Art. (jakby w olśnieniu). Ifigenia!!


Pieścidła, 1894 (wrzesień — październik).