Strona:Poezye cz. 1 (Antoni Lange).djvu/083

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Pójdź, tu duch życia prosty i pierwotny,
Co wszystkie więzy rozdziera zuchwale,
Szukając piękna i prawdy istotnej,
Drga, coraz szersze ogarniając skale,
I nie zna cierpień, co znoszą Tantale!
Tu świat przebaczeń i bólów osłody,
Gdzie zapomniane nienawiści stale!
O, pójdź ty do nas, wędrowniku młody!

Rzuć całą przeszłość w nieskończone dale,
Tu cię czekają tęczowzore sale,
Czeka cię niebo uścisków nagrody
I pocałunków kwitnące korale...
O, pójdź ty do nas wędrowniku młody!”

Tak mi śpiewały te jasne boginie,
A tak śpiewały słodko i boleśnie,
Iż mi się zdało, że pieśń we mnie płynie,
I że słyszałem już kiedyś tę pieśnię,
I że już byłem kiedyś w tej krainie,
I żem już widział kiedyś — może we śnie —
Anioły owe, co mię nieraz w nocy
Niosły, gdzie żyją bogowie wysocy.

O, znam ja, znam ja wasze cudne twarze,
Bom nieraz we śnie widział was, niebianki!
Duch mój, przestrzeni i czasu miraże
Zdarłszy, uleciał tu pod te krużganki,
Gdzie pijesz życie w weselnym puharze,
I kędy bogów zebrane kochanki,
Wieńcami kwiatów przystroiwszy czoła,
Otoczyły mnie dokoła, dokoła...

Poznałem pierwszą! Oto macierz Ewa
Śród tych rubinów, szafirów, koruntów