Strona:Poezye T. 2.djvu/198

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


VIII.

Tam — — oby cisza już była na wieki,
Tam — — jeśli wzniosą się jeszcze powieki,
To oby po to, by w jasność niedrżącą,
W blask skrysztalony spoglądać milcząco,
I ginąć w bezdniach sennego błękitu,
I nic już nie czuć, nawet swego bytu.

IX.

Zrzućmy tę maskę, co dusi i męczy,
A którą trzeba kłaść na twarz, by ludzie
W głąb nie zajrzeli — — jesteśmy samotni
I kres możemy położyć obłudzie.

Jesteśmy sobą: nic nas nie obchodzi,
I wszystko jest nam nicwartem do szczętu,
I nie czujemy nic, oprócz zmęczenia,
Nic prócz ironii, pogardy i wstrętu.

X.

Długo się we mnie opierała w duszę
Iluzya w pierwszem zaszczepiona tchnieniu;
Długom wbrew woli ulegał otusze
I o mem własnem wątpiłem zwątpieniu.