Strona:Poezye T. 2.djvu/125

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Mgły nocne.



W wąwóz, między dwie skały rozdarte, miesiąca
Wbiegł krąg i zawisł w ciemnych niebiosach promienny,
I rzucił w dół swe światło: na załom kamienny
Padło, gdzie się przewala kaskada hucząca.

Światło srebrzystą łuskę rzuca po strumieniu,
Na cały wąwóz pruszy z księżyca pył szklany,
Srebrzą się sine, w niebo strzelające ściany,
I czarne, głuche morza lasów w oddaleniu.

Na zboczach, wśród omglonych limbowych gałęzi
Świecą gwiazdy złociste — zda się, że z niebiosów
Spadły na twarde czoła kamiennych kolosów
I odbite zawisły w iglastej uwięzi.

Cisza — — tylko dźwięk szumu słychać w skalnej dziczy,
Jakby skały i wody i limby i jodły,