Strona:Poezye T. 2.djvu/077

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Tyle woni, że gdy fala
O brzeg bije dźwięczna, cicha,
To się cofa wolno, sennie,
Zda się, że woń w siebie wdycha.

Gdzieś daleko widać góry,
Błękitnieją w sinej dali
Swe zielono-złote stopy
W ciemno-modrej kąpiąc fali.

W szafirowem, lśniącem niebie
Słońce świeci się promiennie,
I po morzu ciemno-modrem
Blask rozlewa wolno, sennie.

Cicho w okrąg — — cichy spokój
Śle pogodny uśmiech ziemi,
Morzu, niebu... My oboje
W owej ciszy leżym niemi.

Najpiękniejszej z wszystkich kobiet
Do mej piersi tuląc łono,
Wolno, sennie płynę wzrokiem
W przestrzeń morza nieskończoną...