Strona:Poezye T. 2.djvu/058

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Życie.



Wszedłem — — świat mi się zdał jak jeden cud,
Czarowna wizya, w ekstazie zrodzona...
Od gór do lasów, od nieba do wód

Biegła ma dusza zachwytem szalona...
Jakbym ku sobie wszechświat garnąć chciał,
Młodem ku niemu wyciągnął ramiona...

Z lasów i łanów, z wód, z wysokich skał,
Z niebiosów, zewsząd na moje zachwyty
Bóg szczęścia uśmiech mi w odpowiedź słał.

Biec chciałem, cudem i czarem niesyty,
Dalej i dalej!... Wtem owiał mię chłód
I w przerażeniu stanąłem, jak wryty.

Krew mi się wszystka ścięła w żyłach w lód:
Straszna przede mną stała upiorzyca,
Z piekielnych kędyś wyzionięta wrót.