Strona:Poezye Ludwika Kondratowicza tom V-VI.djvu/657

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.

Sromotnie błądzim, — bo tu cnota zdala,
Ona się w tłoku ulicznym nie wala
Im częstszym droga wydeptana śladem,
Tem rzadziej z cnoty spotkać się przykładem;
Bo zwykle błędni, chodząc za błędnemi,
Bite gościńce torują po ziemi.
Gmin nierozumny trafunkiem się rządzi,
Sam siebie nie zna i drogi, co błądzi,
On nie ma celu, on chodzi dokoła,
Bo inni chodzą, bo go motłoch woła,
Bo ścieżkę widzi, — gdzież tu myśli czyje?
Kto własnem sercem, własnem życiem żyje?
Ślepy ślepego po bezdrożu wiedzie,
Ciemna czereda przodkuje czeredzie.

Helikon święty i Parnas z wawrzynem
Wyniósł me drogi wysoko nad gminem,
Z tej wysokości naokoło widne
Błędy człowiecze i klęski ohydne.
Patrząc ze wzgórza na nizkie wybrzeże,
Niebezpieczeństwo dalej się postrzeże,
Gdy szkoły innych zdala widzieć mogę,
Biorę dla siebie zbawienną przestrogę.




ODA VI.
Do Zygmunta Leta, — zaleca milczenie i unikanie
chwały.


Laete! quid cassis sequimur fugacem
Gloriam telis?


 
Lecie! pocóż w marną sławę
Celim nakształt szermierzy?
Ona dziką ma zabawę,
Uciekając, łuk mierzy.

Świergotliwa chwalców rzesza
W jednym domu nie gości: