Strona:Poezye Ludwika Kondratowicza tom V-VI.djvu/578

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Pergam, Teby, Kartago w ruinach poległy:
I wasze pyszne miasto, Gdańszczanie zuchwali,
Pan w popioły rozsypie i w gruzy rozwali.
Chyba ze skruchą w sercu, w pokutniczej szacie,
U stóp króla polskiego swą zbrodnię wyznacie.
Król łaskaw, z przebaczeniem odpuści nędzarze,
Jeno sprawców straszliwie a słusznie pokarze.
I ty, ktokolwiek jesteś, ciebie się dopyta:
Za twe potwarcze pisma nagroda sowita
Będzie ci wypłacona. Już za dni niewiele
Kres świętokradzkim słowom, źli obywatele!

1852. Załucze.




Z POEZYI WOJCIECHA INESA.




ODA
Do chełpliwych tegoczesnych junaków.


Inter calentis pocula Cecubi,
Odi disertos...


Wpośród puharów pienistej cekuby
Nie ścierpię szumnej samochwalstwa mowy.
Gawiedź Marsową, szukającą chluby,
Pędźcie od szklanej armaty Bachowej!
Jeśli tak tęskno piersiom za pogonią,
Jeśli miecz ręce przypada do miary,
Kiedyśmy zdolni umierać pod bronią,
Idźmy na Turki, idźmy na Tatary.
Wielki jest zawód przed rycerstwem naszem,
Trzeba się pomście nad bislońską zgrają,
Księżyc dwurogi rozkroić pałaszem,
Złamać pociski, co na nas miotają.
A na cóż zda się, rozlewając wino,
Słyszane boje powtarzać inaczej,
I zamiast walki mieć chlubę jedyną