Strona:Poezye Ludwika Kondratowicza tom V-VI.djvu/491

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Za wdzięki, za lubieżne rozkoszy ponęty
Dziękowano zalotnej bogini Wenerze.
Mądre i stałe serce był to dar Pallady,
Mars dowodził na wojnach i hartował łono,
Neptuna czciły bogiem żeglarskie gromady,
W burzach morskich z nadzieją do gwiazd się modlono.
Dzisiaj ta cześć ustała, — poszły już w otchłanie,
Zatarły się od czasu stare bogi Greków;
My znamy Cię w twej prawdzie, Nieśmiertelny Panie,
Bez początku i końca od wieków do wieków!
Nie jelitami bydląt, lecz czystym pacierzem
I sercem Ciebie chwalim, o Panie nad pany!
Ty od nas samą skruchą bywasz przejednany,
Przez Ciebie zło mijamy, a pomyślność bierzem.




ODA III.

Na zjazd stężycki.


Qua vorticosus Vistuleis Veper Miscetur undis...


Gdzie się Wieprza kręte fale wiodą,
Płynąc w Wisłę, gdzie wygnańca strzecha,
Poderwana i podmyta wodą,
Sterczy stara siedziba Sieciecha,
 
Tam oszukan lud polskiej krainy
Przez ucieczkę Walezego zdradną,
Na płaszczyźnie szerokiej równiny
Zbiegł się wszystek na wiece obradną;

Jako trzoda, której pasterz zginie,
Nie chce przyjąć ni wody, ni paszy,
Chodzi błędna po trawnej równinie,
Noc ją trwoży, wilk i niedźwiedź straszy.

Czyż zostaniem bez nadziei zgoła,
Że król przyjdzie, że nas zabezpieczy?
Kraj go wzywa, obywatel woła
I nieszczęścia Pospolitej Rzeczy.