Strona:Poezye Ludwika Kondratowicza tom V-VI.djvu/454

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


Gdy nocą, milczkiem wejdzie rozpacz za nim!
Mnie, ni sydońskie złotem tkane szaty,
Ni z mórz indyjskich rząd pereł bogaty,
Lecz twarz, co obcej barwy nie pożycza,
Lecz purpurowa wstydliwość dziewicza,
A nadewszystko mnie twe obyczaje,
Twoja mię szczerość władzy twej poddaje.
W tem jest miłości podnieta i trwałość;
Gdzie brak tych bodźców, razi okazałość,
A gdy niesława zada życiu plamę,
Tej nie osłonią i brylanty same.
Jeśli tem pismem obrazić cię mogę,
Przebacz! wszak miłość rodzi zawsze trwogę.
Wiem, że w mem sercu wznieca ją daremnie,
A więc obawy podchodzą tu ze mnie:
Lęka się mąż twój, bo cię mąż twój kocha,
O! droga moja! moja ty pieszczocha!
Niech też wędrowiec przeziębły na Żmudzi,
Wzajemną pamięć w sercu twem obudzi!
Pomnij co chwila, że w tej radbym dobie
Wrócić, że duszą tam jestem, przy tobie!
Przełożył Szymon Konopacki.
10 lipca 1847 r. Ławrynowce.




ELEGIA VI.
(Księga III. Elegia 16).


Nuntius advenio vobis, audite, quellae.


Gońcem do was przychodzę, dziewice! Słyszycie?
Nie wiem, czy słowa moje żywo was zadrasną;
Lecz co mówię, to prawda, klnę się na me życie,
Jako w nocy jest ciemno, a w południe jasno.
Oto młodzian zaszczytny, krasnego oblicza,
Dzielny piórem i słowem, znany w naszej ziemi,
Dudzicz, mówca u królów, nadzieja dziewicza,
Związał się już na zawsze węzły małżeńskiemi.