Strona:Poezye Ludwika Kondratowicza tom V-VI.djvu/368

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


To o Czałym dumkę grzmocę,
To Turkawkę zaturkoce,
Wśród dziewczęcej pohulanki —
Śpiewa Hrycia lub Wiośnianki,
A młodzieży przy kwaterce
Szynkareczką zrywa serce,
A mężatkom śpiewać woli
złej teści i topoli,
A na rynek kiedy zbacza,
Gra Łazarza i bogacza,
Lub z westchnieniem i goryczą
Nad kozacką płacze Siczą,
By wiedzieli ludzie młodzi,
Skąd upadek jej pochodzi.
Taki duch był w Perebendzie,
Pieśń i kobzę włóczył wszędzie,
A jak pieśnię przysposobi,
To co zechce z sercem zrobi,
Pożartuje, jak umyślnie,
Potem krwawą łzę wyciśnie.

Przez szerokie polne łany
Wieje wicher rozhulany,
Kobzarz siedzi na kurhanie,
I gra piosnkę nieprzerwanie.
Step, jak dojrzy ludzkie oko,
Legł błękitno a szeroko,
A mogiła przy mogile,
A w mogiłach zmarłych tyle!
Wicher głaska starowinę
W siwe wąsy i czuprynę,
To do ziemi aż przypada,
By posłuchać pieśni dziada:

Jak nuta grzmi radością, lub czarną rozpaczą,
Jak mu się serce śmieje, ślepe oczy płaczą...
Posłuchał i poleciał...