Strona:Poezye Ludwika Kondratowicza tom V-VI.djvu/029

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Świat nie wie, gdzie śpieszy!
Kto śpi, ten nie grzeszy,
Jak dziecię, co w chrzestnej koszuli,
Spać z dłonią na oczy,
To słońce nie mroczy, —
Luli, niewiniątko, luli!

Bo cóż ci do tego,
Że tam gdzieś łzy biega,
Że nędzarz w łachmanach się tuli?
Od cudzej złej doli
Serduszko nie boli, —
Luli, niewiniątko, luli!

O pierwszej godzinie
Obiadek nie minie,
Przed obiadkiem stukniemy wóduli,
I znowu na łoże
Twą główkę położę, —
Luli, niewiniątko, luli!

Ty marzysz, pieszczotko!
Patrzajcie, jak słodko!
Widać śni, że kochanka go tuli.
Sza... cicho... broń Boże,
Obudzić się może!
Luli, niewiniątko, luli!

Na nowo coś marzy,
Jak znaczno na twarzy!
Pewno śni, że wychylił wóduli;
Bo usta i czoło
Igrają wesoło, —
Luli, niewiniątko, luli!

O! w usta coś bierze,
Śni widać wieczerzę,
Patrzajcie, o ludzie nieczuli!
A ja mu na jawie
Wieczerzę przyprawię, —
Luli, niewiniątko, luli!