Strona:Poezye Ludwika Kondratowicza tom I-II.djvu/544

    Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
    Ta strona została przepisana.

    Więc poszła za mąż — i co idzie za tem,
    Pan Bóg dał dzieci, gospodarkę, zboże,
    Wszystko jak trzeba... O Boże mój, Boże!
    Czemu to życie nie jest poematem?!
    28 marca 1856. Borejkowszczyzna.



    GARŚĆ PSZENNA.

    GAWĘDA LUDOWA.



    I.

    Stary Szczepan, wójt od wieka,
    Był jedynym wójtem w świecie,
    A takiego jak on człeka
    I ze świecą nie znajdziecie.
    Głowa tęga, dusza prawa,
    Tak za swoją stał gromadę,
    Że najkrętsza przyjdzie sprawa,
    On najlepszą dawał radę;
    I co w świecie rzecz nieznana
    Lub należy do rzadkości,
    Że lubiony był od pana
    I lubiony w całej włości.
    Tak wszystkiemu czyniąc zadość,
    Był jak ojcem swojej wioski;
    Ale starość to nie radość,
    Przyszedł wkońcu wiek dziadowski,
    Już o kiju suwa kroki,
    Oko blaskiem już nie pała,
    W plecach urósł garb szeroki,
    Mądra broda pobielała.
    Więc przed swymi tak się biedzi:
    Czas odpocząć mi nareszcie!
    Rada w radę — i sąsiedzi,
    Już innego wójta weźcie!
    Moja głowa trzech nie zliczy,
    Bo zwyczajnie stara, siwa,
    A gromada jak zakrzyczy: