Strona:Poezye Ludwika Kondratowicza tom I-II.djvu/456

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Przez drugie ramię szeroka, jaskrawa,
Zwisa siekiera, co krwi pragnąć zda się,
U boku wodza, na poprędze złotej,
Miecz długi, ciężki, niekształtnej roboty,
Rumak, obleczon czaprakiem z niedźwiedni,
I rży, i parska, snadź zwycięstwo wróży...
Truchlejcie ludy krainy sąsiedniej.
Już wam podobno nie ostać się dłużej!
Nie dla popłochu, nie na popis marny
Ten hufiec z puszczy wynurzył się czarnej!
Aż rzeźwo słuchać, gdy ziemia zatętni
Pod kopytami niezliczonych koni;
Aż echo rade, gdy wojacy chętni
Gwarliwie jadą po leśnej ustroni,
Lub z męskiej piersi, co się nic nie lęka,
Zagrzmi w sto głosów pochodu piosenka.

VIII.
PIEŚŃ POCHODU LITWINÓW.
Niech wesoło szumi las:

Kniaź do boju wezwał nas;
Umocnijmy dzisiaj ducha,
Jutro falą krew zaplucha —
Idziem w dobry czas!

Śmiało, koniu, idź na bój!
Towarzyszu dobry mój!
Kiedy pan twój wrogów drażni,
Ty nie pierzchaj dla bojaźni,
Ale mężnie stój!

W mocnych murach mieszka Lach,
Ale w piersiach jego strach;
A my Lacha w jednej chwili
Zwyciężyli, wyszydzili,
Wzięli twierdzy gmach!

Ziemię Niemców dobrze znam,
Bo dziewczęta krasne tam;