Strona:Poezye Ludwika Kondratowicza tom I-II.djvu/446

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.

Do szpitala się dostaniem,
Kędy leczą się kalecy.
Tuby śniegi was zakryły,
Tubyś skonał na tym pieńku. —
Jezu Chryste, Panie miły,
Terefere tatuleńku!

XIX.
Jak ofuknie się z hałasem,

Jak zaiskrzy się, zapłonie:
Patrz: kolumna już pod lasem!
Twoje miejsce przy plutonie.
Spiesz dopędzić towarzysze:
Za zbiegowstwo areszt, kula!
Ja, udając, że nie słyszę,
Sadzę na mój kark dziadula.
On się zwija z całej siły,
Grozi, krzyczy na mych ręku.
Jezu Chryste, Panie miły,
Terefere tatuleńku!

XX.
Myślę sobie: Mniejsza o to,

Niech się złości, będę znosić!
Lecz z ciężarem brnąć piechotą,
W śniegowiskach trudno dosyć!
Człowiek spocznie sobie chwilę
I marsz naprzód, aż łeb potnie;
Do wieczoru ze trzy mile
Przetrzepaliśmy samotnie.
Stary wparł się w grzbiet pochyły,
Ani słówka... ani stęku...
Jezu Chryste, Panie miły,
Terefere tatuleńku!

XXI.
Poza wojskiem w całej drodze

Tu i owdzie ogień błyska;
Albo trupa gdzie znachodzę,