Strona:Poezye (Odyniec).djvu/483

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


„Na głos Boga był głuchy,
A dziś słucha, co duchy
Wystukają, lub same napiszą! —
Aleć dobry duch pewno
Z Nieba nie zejdzie w drewno;
A gdy zły — to cóż odeń posłyszą? —

„Tfu, szatańskie pokusy!
Niegdyś Niemiec nas kusy
Wsadził w błoto, wywiódłszy z Kościoła;
Potém djabeł z Paryża
Wmówił w nas wstręt do Krzyża,
Teraz ołtarz chce robić ze stoła.

„I z chytrego zwyczaju,
Kubek w kubek jak w raju,
Ewy naprzód jął czmucić i nęcić:
„Kręćcie stół, a będziecie
„Wiedzieć wszystko na świecie!“ —
Wiedzieć wszystko — toć choćby kark skręcić! —

„I skręcicie, Mosanie!
Brnąc tak oślep w tumanie,
Co dziś przepaść zakrywa wam zdradną.
Lecz stanąwszy na brzegu,
Nie czas wstrzymać już biegu,
Głąb’ jéj sama pociągnie was na dno. —

„Myślcie o mnie, co chcecie,
Ostrzedz muszę was przecie. —
Toć bywało i za méj pamięci,