Strona:Poezye (Odyniec).djvu/472

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Kto są, co o cudzym chlebie
Płaczą po nich — i na ciebie? —

„Nie kłam, nie bluźń, że mię kochasz!
Czy że słowy chełpliwemi
Chcesz mnie sławić przed drugiemi?
Czy że jęczysz sam i szlochasz,
Patrząc na me łzy i smutek,
Twoich szaleństw, grzechów skutek? —

„Gdybyś kochał — toćbyś przecię
Myślał o tém, co mi trzeba;
Toćbyś słuchał mnie i Nieba:
Toćbyś pomniał, że na świecie
Kto chce czci i szczęścia użyć,
Musi na nie wprzód zasłużyć.

„A ty!... O! ty pragniesz obu!
Lecz co czynisz, to wprost k’temu,
By mnie, i sobie samemu
Odjąć wszystko — i do grobu
Mnie i siebie pchnąć czémprędzéj:
Mnie z rozpaczy, siebie z nędzy.

„Co mi po tém, że, niestety,
Widzę, wiém, że nie zła wola,
Tylko płochość i swawola
Ćmią twe cnoty i zalety?
Im ich wartość cenię drożéj,
Tém ich plamę czuję srożéj.