Strona:Poezye (Odyniec).djvu/432

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Nagle hałas przed drzwiami —
Głos przerwany łkaniami
Certuje z lokajami.

I wtém, nakształt widziadła,
Wynędzniała, wybladła,
Przez drzwi kobiéta wpadła.

„Pan to jesteś pan Hrabia?
Pójdź pan, patrz, co wyrabia
Z nami pański Murgrabia!

„Mąż mój chory, ubogi,
Stary żołnierz bez nogi —
On go wlecze przez progi!

„Wszystkie nasze łachmany,
Cały nasz sprzęt zabrany —
Za co? Boże kochany!

„Za dług? — Jaki? — Wszystkiego
Sto złotych! — I dla tego,
Wygnać starca chorego!

„Ale i to oddamy,
Lecz niech wstydu nie mamy,
By nas psami szczwał z bramy!“ —

— „A! hołysze wy! chamy!“
Wrzasnął Bogacz ze złością.
„Mnie trudzić tą małością? —
Hola! precz z tą Imością!“ —