Strona:Poezye (Odyniec).djvu/325

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


W wielkiém męczeństwie serca — za ich łzy i bole,
Za szał lub pychę jednych, za upadek drugich:
Za wszystkie grzechy, klęski, za wszystkie niedole,
Spadłe na nas po przodkach i po wiekach długich! —

Miłością, u stóp krzyża, krzepiąc duch ofiary,
Sama chciała wziąć na się wszystkich cierpień brzemię,
Pokutą, bez swéj winy, rozbroić dłoń kary,
I ściągnąć Miłosierdzie na swój lud i ziemię.

Duch Jéj, w walce z losami, najpiérwszy na czele,
Był jako ów Helweta pamiętnego męztwa,
Co wszystkie włócznie wrogów sam utkwił w swém ciele,
By swym braciom otworzyć drogę do zwycięztwa.[1]

W ślad więc Jéj! Z Jéj pokorą uznajmy swe grzechy,
Z Jéj miłością i wiarą dźwigajmy krzyż trudów:
Aż zeszle ku nam Ducha łaski i pociechy,
Ten, co skruchy, nie śmierci, chce ludzi i ludów!

Kiedy? — O! bracia moi! próżno się pytacie!
Niech tylko każdy cnotą chce ten dzień przyśpieszyć! —
Lecz dziś, w takiéj boleści, i po takiéj stracie.
Co, prócz takiéj nadziei, zdoła nas pocieszyć?

  1. Winkelried.