Strona:Poezye (Odyniec).djvu/236

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Cień ponadbrzeżnéj mogiły
Wzdłuż nad nim zaległ na wieki. —
I odtąd w wód swych przezroczu,
Sam jak przepaska żałoby,
Odbija tylko dla oczu,
Pochmurne niebo i groby.


∗             ∗

O! jakże różny los tęczy,
Co na tle burzy u końca,
Razem zwiastuje i wieńczy
Tryumf pogody i słońca!
I z wszystkich jego barw razem,
Snując tkań niebios przepaski,
Od razu błyszczy obrazem
Przymierza, cudu, i łaski.
I świeci ziemi, jak droga,
Którą duch na świat zszedł z Nieba,
By ludzi wołać do Boga,
I wskazać kędy iść trzeba!

O! i nad rzeki korytem
Pas jéj uroków rozwisnął,
I w świetle od niéj odbitém
Nurt barwą życia zabłysnął! —
I dwóch sił — ziemskiéj, natchnionéj,
W ich spójni figura żywa:
Tęcza — łuk z Nieba zwieszony;
Rzeka — to ziemska cięciwa.
Tęcza — to jakby widomy