Strona:Poezye (Odyniec).djvu/221

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Pani! ja dziś odjeżdżam — a słowa rozstania
Święte są i prawdziwe, jak w chwili skonania.
Można rzec co się czuje, a serca nie razić;
Można cześć wyznać, a ust pochlebstwem, nie skazić.

Słuchaj więc! Tyś w mych oczach wyższa od ziemianki,
Wyższa duszą kobiéty, Polki, Chrześcijanki!
Blask twój ziemską, mych myśli rozproszył ślepotę.
Wiém dziś, jak kochać Boga, kraj, ludzi, i cnotę.
I jeżeli mię liczyć będą w jakiéj chwili,
Ojczyzna do tych synów, co się zasłużyli;
Ziomkowie do tych wieszczów, co pieśniami swemi
Rozwinęli choć jedną dobrą myśl na ziemi;
Bóg do wybranych dzieci, które uzna w Niebie —
Ja tu tam z wdzięcznością ukażę na ciebie.
1832 w Dreznie.