Strona:Poezye (Odyniec).djvu/200

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


SŁAWA.[1]

DO JULJANA KORSAKA.

(Podczas tłómaczenia przezeń „Boskiéj Komedyi“ Danta).




Sława — syreny głos w młodzieńczém uchu!
Choć nie usypia, ale raczéj budzi.
Chęć jéj, to piérwsza iskra życia w duchu.
U wstępu na świat, sława — to sąd ludzi.

Kto, by go zjednać, nie odważy trudu,
Kto oń niedbały, leni się do czynu:
To już nie żywy brat Bożego ludu,
To już na wieki mętna kropla gminu!

Lecz kto z bram domu, w dziecinném marzenin,
W świat patrzy tylko — nim weń stąpi krokiem:
Temu, jak ziemia z niebem w oddaleniu,
Świat w jedna całość zlewa się przed okiem.

I wszystkie jego echa, jednym chórem
Brzmią k’niemu zdała — nie jak huk pioruna,
Nie! — jak szum tylko morza, po za którém
Zwie go i czeka skarb Złotego Runa.



  1. Przypis własny Wikiźródeł (Dopełnienie poematu na str. 323