Strona:Poezye (Odyniec).djvu/171

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


Tam niech więc kapłan, z męztwem proroka,
Wiarę serc wiernych krzepi i czyści:
Że niezachwiana Prawdy opoka
Jest wżdy w miłości, nie w nienawiści.

Że pyszny rozum drogi swe krzywi;
Że płocha krewkość goni w bezdroża;
Że co się prawom Bożym przeciwi,
Z dobrem się ludzkiem zgodzić nie może!

Tam niech się starzec ocknie z uśpienia,
Niech się upomni o cześć siwizny,
A światłem prawdy i doświadczenia
Usprawiedliwi prawo starszyzny!

Tam niech się młodzian uczy i słucha,
Wprzód nim sam zacznie radzić lub rządzić;
Niech błaga darów Świętego Ducha,
By się złym nie dać zwieść, i nie zbłądzić!

Tam niech niewiasta, przez łzy boleści
Spójrzawszy jaśniej na świat i życie,
Z cnót szuka tylko chwały niewieściéj,
Anioła światu wróci w kobiécie!

Wtedy, po takich przodkach w spuściznie,
Gdy na potomków serce i głowę
Błogosławieństwo spłynie w ojczyźnie:
Wdzięczność jéj uczci Kółko Domowe.

1865.