Strona:Poezye (Odyniec).djvu/097

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


I w żyjącéj słowo ducha
Nadaremnie nie woła:
Ona pyta, i z czcią słucha
Przestróg swego Anioła.

I ten związek poza–grobny
Dusz, w Wierze i Miłości,
To nie życia kir żałobny,
To smug światła z wieczności.



I młoda dziewica, gdy wdzięk jéj zachwyca,
Gdy świat wkoło sławi jéj wdzięki:
Nie pycha ją wzdyma — lecz przed jéj oczyma
Staje obraz siostry trumienki.

Aniołek być nie mógł piękniejszy jak ona —
A potém tak sina, tak blada!
A potém!... O! cóż jest ta piękność sławiona,
Gdy tak nagle w proch się rozpada? —

Lecz dusza bez winy, śród Niebios krainy,
Jak piękna! jak widać szczęśliwa!
Gdy w świetle i w bieli, jak święci Anieli,
W snach ku niej przylata jak żywa! —

„O! niech mi, o! Boże! twa łaska pomoże.
By ziemska nie zwiodła mię chwała:
A każdym przeżytym, dniem dobrze użytym,
Dusza tylko jaśniéj świtała!“ —