Strona:Poezye (Odyniec).djvu/087

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


W skromnym zaścianku, — wiodła szczęśliwa
Rodzina życie ciche i sielskie:
Ubogiéj szlachty para sędziwa,
I dwie ich córy anielskie.

I to nie tylko krasa ich lica
Z ust im sąsiadów dała to miano:
Z cnót serca znała je okolica,
Wzorem je dzieci w niéj zwano. —

Któżby rodziców śmiał o to winić,
Że choć im samym dość na swéj doli,
Dzieciomby wszakże radzi przyczynić
Szczęścia i światu też gwoli? —

Ojciec i matka zdwoili pracę.
Pracę rąk własnych na swym zagonie,
By plon jéj córkom starczył na płacę
Nauk, w Panieńskim zakonie.

I błogosławił Bóg dobrej chęci. —
Aż jak kwiat słońca pędzony siłą,
Im w myśli jaśniéj, tém w sercu święciéj,
Życie się dziewic rozwiło.

I świat je wzywał, pełne nadziei,
Że się ofiarą wzajem i pracą,
Jak Bogu, światło szerząc z kolei, —
Tak i rodzicom wypłacą.