Strona:Poezye (Odyniec).djvu/063

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


„Zaprusz źdźbłem oko — światło się wnet ciemi;
Woda wnet wyjdzie z zasutego łoża.
Tak gaśnie cnota, gdzie sie grzech rozplemi;
Tak pełnych siebie, opuszcza moc Boża.

„I najsilniejszych czeka los Samsona:
W pętach mleć będą dla swéj duszy wroga. —
A zaś dzieł Boskich ten tylko dokona,
Kto służąc Bogu, siłę czerpie z Boga!“ —

Obyśmyż, bracia! ja sam i wy drudzy,
Czując to w sercu, pełnili w przykładzie! —
Tymczasem niech nas uczy przykład cudzy.

Przed wieki, w mieście hiszpańskiém, Grenadzie
Było dwóch młodych przyjaciół. Od szkoły,
Rowienni wiekiem, choć zdolnością różni.
Myśli i serca złączyli wespoły
Jako dwaj bracia; i obaj pobożni
Przywdzieli razem sukienkę zakonną.
Jeden z nich, silny pojęciem światowém,
Bogaty pracą w naukę przestronną.
Służyć chciał Bogu swém piórem i słowem.
Drugi, rad czując wyższość w przyjacielu,
Świadom i siły i zamiarów jego,
Wspierać go tylko w tej drodze do celu
Wziął za powinność i cel życia swego.
I obumarły sam sobie i światu.
Gdy ów wciąż skarby wiedzy swej pomnażał,
On najtrudniejsze z prac nowicyatu
Pełniąc zań, w świętą pokorę się wdrażał.