Strona:Poezje Wiktora Gomulickiego.djvu/96

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


Jakby ją podtrzymali słudzy niewidzialni,
Spokojnym głosem szepnęła:
„Chcę się pomodlić... na dziecka mogile...“

Pstro i ruchliwe łątki salonowe,
Nakształt ptaków spłoszonego stada,
Obległy zewsząd królowę.
Pytano czy nie cierpi, i czemu tak blada?
A ona rzekła, że jej zbyt... gorąco...
Że pragnie nocnym orzeźwić się chłodem;
I za młodzieńca przewodem,
Poszła — rzucając gawiedź zdziwioną, szemrzącą...