Strona:Poezje Wiktora Gomulickiego.djvu/24

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


Z PADOŁU.


Wielkie miasto poezji nie sprzyja —
Chyba takiej, co pełza jak żmija,
Paszkwilami z poza węgla szczeka,
Procesyjne rozwija proporce,
Zdobi szychem pańskich trumien wieka,
Albo służy za kwiatek aktorce.

W wielkiem mieście trudno o sielankę
Malowaną miękim pędzlem Grenze’a —
Z wrażeń ono grubą sieczkę rzeza,
Rwie brutalnie cichych marzeń tkankę,
A gdy kiedy zabłyśnie w obrazie,
To ten pięknym jest tylko — przy gazie.

Lecz i tutaj, w ustronia gdzieś cichem,
Kędy ludzie przemieszkują prości,
Można z lilji spotkać się kielichem,
Z sercem pełnem anielskiej światłości,
Z duszą, w której jak w książce się czyta,
Z życiem, słodkiem jak pieśń Teokryta...

W niebie Danta Bóg mieszka u szczytu.
Lecz wśród ludzi chętniej schodzi na dół —
Tam wśród jęków, złorzeczeń i zgrzytu
Rzuca blask swój na tę burzę czarną
I boskością wywyższa ten padół —
A poeci doń wówczas się garną....