Strona:Poezje Wiktora Gomulickiego.djvu/14

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została skorygowana.


„GŁODNEGO NAKARMIĆ.“


I.

Lato. Nic zadrga liść w powietrzu cichem...
Park tonie w blaskach... Królewską siedzibę
Słońce królewskim ozłaca przepychem...

Czasem rybitwa tłucze stawu szybę,
I z piórek mokre strząsając djamenty,
Unosi w błękit srebrnołuską rybę.

Wiankiem kwitnących pomarańcz objęty,
Monarszy pałac drzemie, jak huryska,
Kiedy rzezaniec łaskocze ją w pięty.

Co krok, z gęstwiny biały posąg błyska;
Wenus wśród liści chowa boskie łono,
A tryton z konchy strugę wody ciska.

Wezbrane piersi oddech kwiatów chłoną,
Ciało od słońca odbiera pieszczoty,
Wzrok widzi wszystko za złotą zasłoną.

I pocóż serce truć jadem tęsknoty,
Kiedy na ziemi powabów jest tyle,
A rozkosz staje za najpierwsza cnoty?