Strona:Poezje Teofila Lenartowicza2.djvu/186

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


A na cóż się chłopcy rodzą,
Jeśli nie na wojnę?
Z taką rzeczą po wsi chodzą
Kumy niespokojne.
I tak dzień po dniu przemija,
Słońce się wybija;
A czy ujrzy oko czyje,
Jak się kraj wybije?
Może téż to wszystko baśnie,
Ludzkie mowy próżne
Złote baśnie dziecie plecie,
Jak to kwiecie różne...

Oj! nie wszystko próżne mary,
Co się człeku marzy,
Przypłynęły trzy galary
Krakowskich węglarzy
Przypłynęły trzy galary,
Na nich ludzie czarni;
Lecz gdy w sercu twym nie czarno,
Kʻsobie ich przygarniéj.