Strona:Poezje Kornela Ujejskiego.djvu/344

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.


TRZY STRUNY.


O! mam ja harfę — od Boga kochany!
On ją, w olbrzymiej zbudował strukturze,
Wielkich gór szczyty i dwa oceany
Służą jej wspólnie za poboczne ściany,
A jasne niebo wisi nad nią w górze,
A moje serce o! to jej podnóże.

I z tego serca biegną struny różne,
A wszystkie były z mych bólów poczęte;
Ja je wysyłam jak ptaki podróżne,
Niechaj brzmią, pieśnią, którą ziemi dłużne,
Niech jak łabędzie z milczenia odklęte
Zawodzą, hymny prorocze i święte.

Jedna z strun takich jak włókno pogody
Ciągle lecąca i w ciszy powiewa,
Wciąż się zaczepia o góry, o wody,
O prochy mogił, o zwalone grody.
Wciąż na podsłuchu, co tam szumią drzewa,
Co woda szemrze, co jaskółka śpiewa.