Strona:Poezje (Władysław Bełza).djvu/162

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


POLSKIM MUZOM.


Gdzież wy teraz rozwiane muzy narodowe?
Pierś wam z togi odarto — a z promieni głowę.
Depcą po waszych progach przybysze nieznani,
A świątynią wam obcy kalają kapłani!

Na gruzach waszych bujnie chwast dziki się plemi —
Wygnano was niebianki z ojców naszych ziemi!
Gdzież wam szukać schronienia dla znękanej głowy,
Gdzież wam szukać słuchaczów dla ojczystej mowy?

Na lutni Apolina popękały struny!
Czoło odarte z laurów — zwieńczają piołuny!
Wzrok odwrócił od nieba — bo cóż bogom powie,
Że go z ziemi wyrodni wygnali synowie!

Tam kształtna Terpsychore w klasycznej tunice,
Załamała dłoń białą i zakryła lice,
Któż dzisiaj gonić będzie jej motyle loty,
Zapatrzony na pląsy bezwstydu, sromoty?

Indziej cudna bogini bladem licem świeci,
I okiem zapłakanem spogląda na dzieci,
Krokiem dumnej królowej ustępując z sceny:
Bo już inne się cisną do wrót Melpomeny.

Tu dłonie wyciągając, płomiennemi słowy
Skarży się wam ziomkowie bogini wymowy;