Przejdź do zawartości

Strona:Poezje (Gaszyński).djvu/045

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Ta strona została uwierzytelniona.
DO SONETU.

Mały, skromny fijołku, łąk pieszczony kwiecie!
Motylu, co ci skrzydła złociła natura —
Kolibrze, w szmaragdowe przystrojony pióra —
Świętojański robaczku, polotny Sonecie:

Nieznany starożytnym średnich wieków dziecię!
Gdy Europę ciemnoty otaczała chmura
Tyś pierwszy, obudzony harfą Trubadura,
Nowej poezji dźwięki rozgłosił po świecie!

Petrark śpiewnym twym strofom nadal kształt nadobny,
Gdy nad brzegami Sorgi muza jego wzniosła
Wybrała cię, do Laury, za miłości posła!

Szekspir lubił myśl wielką wplatać w wiersz twój drobny;
A nasz Mickiewicz, w ciasnych krańcach twego rymu
Rozsypał dijamenty — po ruinach Krymu!





DO MATKI.
(W WIGILJĘ BOŻEGO NARODZENIA.)

Matko! już piąty raz śniegiem się bieli
Dach twego domu — i piąty raz zima
W rodzinnej ziemi wiatr północny wzdyma,
Gdyśmy przy świętej wieczerzy siedzieli!