Strona:Podróże Gulliwera T. 1.djvu/335

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


rządków religijnych dzikich ludów, któremi większa część pisarzy, pisma swoje ozdabia. — Dziękowałem mu jednak za jego radę i przyrzekłem zostanawić się nad nią.

Dziwiło go mocno, że ja mówiąc niezmiernie głośno krzyczałem: pytał mnie się, czy Król i Królowa Brobdignagu byli głuchemi. Odpowiedziałem mu: że i mnie jego i majtków głos tak cichy bardzo zadziwia, który, lubo go dobrze słyszę, jednak wydaje mi się jak najlżejsze szeptanie; że kiedy się w tym kraju znajdowałem, mówiłem zawsze tak jakbym ja był na ulicy i mówił z kim na wieży się znajdującym; wyjąwszy kiedy mnie na stół postawiono lub wzięto na rekę.

Powiedziałem mu także jedno moje postrzeżenie; że kiedy na okręt przybyłem, majtki i wszyscy mnie otaczający wydawali mi się być najdrobniejszemi jakiem tylko widział stworzenami: że przez pobyt mój w Brobdygnagu, oczy moje tak do ogromnej wielkości przedmiotów przyzwyczajone zostały, żem się w zwierciedle żadnym sposobem oglądać nie mógł, taką mnie wzgardą napełniało porównanie mojej osoby z innemi.

Kapitan odpowiedział mi na to, iż podczas jedzenia uważał, że ja wszystkie rzeczy oglądałem z największem zadziwieniem i często tylko z trudnością śmiech wsobie tłumiłem, czego wytłomaczyć sobie nie mógł i przypisał to słabości jakiej umysłowej. Odpowiedziałem mu, że mnie to bardzo dziwi żem się od śmiechu mógł wstrzymać, na widok misek wielkości trojaka, pośladka