Strona:Podróże Gulliwera T. 1.djvu/279

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


zbrodniarza do krzesła na szafocie, i jednem cięciem pałasza czterdzieści stóp długiego głowę mu ucięto. Krew z arteryi i wen w tak wielkiej massie i do takiej wysokości wytrysnęła, że fontanna wersalska wcale w porównanie z tem iść nie może, a głowa z tak okropnym trzaskiem na rusztowanie spadła, żem struchlał, chociaż może w odległości mili angielskiej ztamtąd się znajdowałem.

Królowa, która mocno lubiła rozmawiać ze mną o moich podróżach morskich, i zawsze kiedy mnie smutnego obaczyła, rozerwać się starała, pytała się mnie raz: czy umiem robić wiosłem lub kierować żaglem, i czyby takie ćwiczenie nie służyło mojemu zdrowiu. Odpowiedziałem jej: że chociaż z zatrudnienia byłem lekarzem okrętowym, jednakże odbywając niekiedy w potrzebie służbę majtka, znam się cokolwiek na tem, lecz wątpię, czy będę mógł w tym kraju żeglować, gdzie najmniejszy bacik jest większy jak okręt liniowy u nas i czy statek do mojej wielkości i sił stósowny będzie mógł długo płynąć na tutejszej rzece. —

Królowa powiedziała mi na to: że jeżeli mogę dać model do potrzebnego mnie statku, to ona każe natychmiast zrobić takowy stolarzowi nadwornemu, i sama wynajdzie miejsce gdzie będę mógł bezpiecznie żeglować. Stolarz bardzo biegły w swem rzemiośle, zrobił podług instrukcyi przezemnie mu dawanych w przeciągu jedenastu dni mały statek z żaglami i powrozami, mogący w sobie pomieścić ośmiu europejczyków.

Jak był gotowy, królowa tak się z tego cieszyła, że wziąwszy go w swój fartuszek zaniosła do Króla;