Strona:Podróże Gulliwera T. 1.djvu/214

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


mimo woli mi się nasuwały; gdzie mnie mieszkańcy za najcudowniejszy twór natury uważali; gdziem potrofił jedną ręką całą uprowadzić flotę, i inne wielkie wypełnić czyny które wiecznie w historyi tego narodu świetnieć będą i którym może nawet potomność mimo świadectwa całego narodu, niezechce uwierzyć: a tu, o bolesne i straszne upokorzenie! może za najnędzniejsze ze wszystkich stworzeń być uważanym, tak, jakby Lilliputanin nam się wydawał! Lecz daleko większe od tego groziło mi nieszczęście: bo gdy ludzie zawsze w równi swojej wielkości i siły, są srodzy i dzicy, więc mogłem się z pewnością spodziewać, stać się zakąskiem pierwszego który mnie znajdzie z tych barbarzyńców.

Filozofowie mają słuszność, utrzymując, że wielkość i małość, są to tylko przypuszczenia porównawcze: być może że Lilliputyanie znajdą naród daleko od siebie drobniejszy, niż oni w porownaniu ze mną: a któż wie, czy ten straszny i olbrzymi naród nie byłby Lilliputem w porównaniu z jakim innym narodem któregośmy jeszcze nie od kryli.

Tym myślom, mimo największą trwogę się oddając, ledwom nie zginął, bo jeden ze żniwiany był już tylko o dziesięć łokci od tej brózdy gdziem ja leżał, i jeszcze krok jeden a zostałbym stratowany lub sierpem wskróś przecięty. Najgłośniej jak tylko mogłem zacząłem krzyczeć widząc że podnosi nogę, na co olbrzym się zatrzymał, oglądał się na około, patrzał długo na ziemię, aż nareszcie spostrzegł mnie leżącego. Chcąc mnie podnieść, przypatrywał mi się pierwej z ostrożnością, z jaką człowiek podnosi małe