Strona:Podróże Gulliwera T. 1.djvu/045

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


dzi natchnięte, przedstawia nam jednak naukę moralną w charakterze Jahuw. Autor nie chciał w nich skreślić ludzi oświeconych religią, lub przynajmniej światłem naturalnego rozsądku, ale znikczemniałych samowolnem skrępowaniem władz swych umysłowych i wrodzonych popędów, takich słowem, jakiemi ich, niestety, w ostatnich klassach społeczeństwa widziemy, pogrążonych w ciemnocie i z niej wypływających występkach. Pod tym względem, wstręt który obraz ten wzbudza, zbawiennym tylko być może i moralnym: czyż się bowiem nie zbliża do takiego Jahu człowiek zwierzęcej zmysłowości, okrucieństwu i chciwości oddany. —

Nie utrzymujemy, wszakże, aby cel moralny dostatecznym był do usprawiedliwienia skreślonego przez Swifta obrazu człowieka w stanie zbliżającym go do zwierząt poniżenia. Moraliści powinni naśladować dawnych Rzymian, karzących publicznie oburzające okropnością zbrodnie, tajemnie zaś, występki przeciw wstydliwości.

Pomimo owych (jakkolwiek na rozsądku lub uprzedzeniach opartych) niepodobieństw do prawdy, Podróże Gulliwera powszechną na siebie zwróciły uwagę; a zasługiwały na nią, równie nowością pomysłu jak i rzeczywistą wewnętrzną wartością. Lucian, Rabelais, Morus, Bergerae, Alletz i wielu innych, kładli już byli dawniej w usta zmyślonych podróżnych własne w idealnym świecie dotrzeżenia.

Ale wszystkie znane nam utopie oparte były na dziecinnych zmyślaniach, lub służyły tylko za ramy do systematu praw niewykonalnych w praktyce. Swift dopiero pierwszy, sens moralny swego dzieła rozweselił humorem, pozorna jego niedorzeczność zniknęła pod dowcipem i uszczypliwą satyrą, a charakter i styl opowiadającego daje w nim barwę