Strona:Podróże Gulliwera T. 1.djvu/031

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Swift przez kilka dni z nikiem się nie widywał. Wyszedłszy ze swego ukrycia, w stosunkach swoich z mistress Dingley i ze Stellą, równą jak dawniej zachowywał ostrożność, zapobiegając wszelkiemu posądzaniu o ściślejsze z nią pożycie, jakgdyby to niebyło już wtedy prawnem i godziwem. Stella była więc jak wprzódy, serdeczną i nieodstępną przyjaciołką Swifta, zarządzała domem jego, przyjmowała gości u stołu, chociaż sama zdawała się należeć do zaproszonych; była wierną jego towarzyszką, pielęgnowała go w chorobie, — ale napozór tylko była jego żoną — a i to nawet tajemnicą było dla świata.

Sprawy katedry jego, zagmatwane oporem kapituły, i wdaniem się arcybiskupa King wiele mu zabrały czasu. Ale powoli, kiedy się przekonano o prawości zamiarów dziekana, i o bezinteresownej jego gorliwości o dobro i prawa kościoła, wszelkie trudności zostały usunięte. Takiej nawet nabył w kapitule przewagi iż propozycye jego rzadko kiedy odrzucone zostały. — Poźniej wiele mu czasu zajęło uporządkowanie i odnowienie dzierżaw. Pomimo tego zdaje się że Swift nie zaniedbywał nauk wczasie tych sześciu czy siedmiu lat; znalezione uwagi jego nad Herodotem, Filostratesem i Aulusem-Geliusem, każą nam wnosić że temi pisarzami szczególnie się zajmował. Noty swoje zapisywał na papierze wprawionym pomiędzy kartki dzieł tych autorów. — Możemy się domyślać że nie zaniedbywał pisarzy klassycznych, choćby nam nawet niebyło wiadomem że w czasie pobytu swego w Gaulstown, Lukrecyusza najbardziej lubił odczytywać. Spis dzieł bibliotekę jego składających, wraz z własnoręcznemi uwagami, są najautentyczniejszym dowodem gustu jego w literaturze.