Strona:Pl Poezye t. 1 (asnyk).djvu/039

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Chcemy tej zgody, harmonii i ciszy,
Która piękności pierwszym jest warunkiem:
Chcemy tych dźwięków, które każdy słyszy
Na swoich ustach drżących pocałunkiem:
Ale nie wrzasku szalonych derwiszy,
Co, upojeni narkotycznym trunkiem,
Kręcą się w kółko bez tchu i pamięci
I myślą, że to świat się cały kręci.

Chcemy tych natchnień, coby w życia zdroju
Ukazywały nową piękna stronę;
Któreby naprzód biegły — w każdym boju
Pokrzepiać serca słabe lub zmęczone;
Coby rzeźbiły w klasycznym spokoju
Dumne postacie, wawrzynem wieńczone,
I podnosiły wszystkie ludzkie cele,
Zdrowe pragnienia budząc w zdrowem ciele.

Lecz wy, księżyca kochankowie smutni,
Nie macie na to w piersiach dosyć siły!
Każdy z was, wsparty na złocistej lutni,
Wpół pochylony do ciemnej mogiły,
Słucha z przestrachem dzikiej wichrów kłótni,
Nucąc o widmach, co mu się przyśniły;
A że ma głosik łagodny i cienki,
Lubią go słuchać młodziutkie panienki.