Strona:Pisma pośmiertne Franciszka Wiśniowskiego.pdf/31

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została przepisana.

Ktoż rospędzi to chaos światła i ciemnoty?
Bóg, co sam do myślącej przemawia Istoty.

Wszystkie ostateczności jeden skutek mają:
W człeku one się z sobą nieznacznie mięszają,
Jak w obrazie malarza doskónałym cienie
Schodzą niedostrzeżoné na światła promienie;
Trudno zgadnąć (tak mały często odcień łączy)
Gdzie się cnota zaczyna, gdzie występek kończy.

Głupi! który tém wsparty postrzeżeniem mniema,
Że nigdzie już ni cnoty, ni występku niema:
Czyż dlatégo, że z czarnym pomięsza się biały,
Wniesiem, że te kolory nigdy nie bywały?
Spytaj serca, a o téj prawdzie cię przekona:
Trzeba pracy i czasu nim będzie przyćmiona.

Zbrodnią jest tak szkaradną z swojego wejrzenia
Iż zobaczyć ją tylko dość do jej zbrzydzenia,
Ale widziana zbytnie i często i zbliska
Oswaja się, przymila, i do duszy wciska.
Gdzież zbrodni kres ostatni? Nikt się z nas nie dowié
Spytaj w Jorku gdzie północ? W Tuid któś odpowie,
Tej Grenlandya, tamtej Nowa Zemla strony,
Szkoryi są Orkady, Szwecyi Lapony:
Žaden z nas być najgorszym, siebie nie powiada,
Lecz zawsze gorszym swego znajduje sąsiada;
Ci, co pod strefą zbrodni właściwą mieszkają,
Nie czuja jej wsciekłości, lub ją zaprzeczają,
A na co z wstrętém dusza wzdryga się cnotliwa,
To śmiały jeszcze zbrodzień być dobrem nazywa.