Strona:Pisma VI (Aleksander Świętochowski).djvu/169

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Urban. Za miesiąc tedy zgłoś się do mnie, wynajdę ci zajęcie tymczasowo w biurze technicznem, a później posadę stałą. Teraz idź do fabryki, tam sprawę rozpatrzymy bliżej. Ja tylko pożegnam się z żoną, która jest trochę niezdrowa. No, czy jeszcze nie?
Paweł. Owszem — dziękuję ci; ale gdyby to miało cię narazić wobec zarządu...
Urban. Dajże już do djabła pokój z tymi skrupułami i nie skazuj dla nich siostry i matki na biedę. Jesteś, równie jak ja, inżenierem, masz prawo i obowiązek pracować — to proste, towarzysz szkolny umożliwia ci tę pracę — to także proste.
Paweł. A ja, sponiewierany i pokaleczony przez życie, boję się być natrętnym — to, mój kochany, również proste.
Urban. Niechże tak będzie, ale nie zrzędź! Do widzenia, za chwilę. Tylko Janinkę ucałuję. (Janina wchodzi i cofa się).
Janina. Przepraszam.
Urban. Wstałaś? (Paweł podaje rękę Urbanowi, kłania się jego żonie i odchodzi).

SCENA II.
Urban i Janina.

Urban. I czemu nie zostałaś w łóżku?... Prosiłem cię o to.