Strona:Pisma VI (Aleksander Świętochowski).djvu/091

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Nie ufasz mi? Czyż ci nie powiedziałem, że jak tylko ojciec ze swego poselstwa do Warszawy wróci, zaraz wszystko, co mieć mogę, u stóp twoich złożę? Gdybym dziś rozporządzał własnym majątkiem, gdybym chociaż w domu miał matkę, nie dałbym ci tu przez oka mgnienie czekać pańskiej łaski. Ojca dziś się spodziewam, on na związek nasz zezwoli, ciebie dawniej niż ja zna i dawniej lubi, już mu kilkakrotnie pisałem o mojem niezłomnem postanowieniu, wreszcie chociażby się temu oparł, przysięgam ci na mój szlachecki...
Kazimiera (porywczo). Nie przysięgaj.
Tadeusz. Dla czego? Kazimiero, jeszcze raz pytam o prawdę!
Kazimiera (wzruszona). Kocham cię.
Tadeusz. Jeśli kochasz, czemu uparcie milczysz? Czy nowy dziedzic cię przeraża? Niechaj jego poddanki drżą niepewne swego losu, ty szlacheckiej krwi dziewica nie potrzebujesz się trwożyć. (słychać turkot — wpada Onufry).
Onufry (we drzwiach). Służba, przed ganek — pan nasz przyjechał (wybiega).
Kazimiera (dumnie). Słyszałeś? To jest prawda, którą przed tobą kryłam! Jam nie szlacheckiej krwi dziewica, ale tutejsza... poddanka!
Tadeusz (przestraszony). Poddanka?!
Kazimiera Tak panie! Jestem chłopską sierotą, dla dworskiej przyjemności po pańsku wychowaną. Dotąd byłam rozrywką dla starej dziedziczki, teraz może