Strona:Pisma VI (Aleksander Świętochowski).djvu/035

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


pieniądze na starą kochankę, lepiej za nie nabyć nową.
Linos. Dlaczegoż mówiono mi, żeś sobie wytłomaczył przeciwnie? No, ale mniejsza... Więc myślisz ze mną rywalizować?
Kriton. Mógłbym cię nawet odsadzić, ale jako dobry przyjaciel nie chcę. Ażeby jednak moja miłość własna nie robiła mi kiedyś wyrzutów, postanowiłem zdać się na sąd losu. Zagramy...
Linos. Nie, ode mnie wygrywasz zawsze, a teraz mniej sobie tego życzę, niż kiedykolwiek.
Kriton. To zróbmy zakład.
Linos. Jaki?
Kriton. Przedwczoraj dostałem trzy znakomite jelonki. Samce tak są już podrażnione, że wobec samicy natychmiast rzucają się i biją, dopóki im sił starczy. Są zupełnie równe — zwyciężają się na przemiany, a zresztą swojego wybierzesz pierwszy z zamkniętych rąk.
Linos. Jakiż będzie rezultat zakładu?
Kriton. Jeśli twój jelonek mojego pobije, płacę ci dziesięć min, jeśli mój zwycięży, wygrywam tyleż od ciebie, t. j. połowę tego, co posiadasz.
Linos. Złe mam przeczucia a raczej wspomnienia...
Kriton. A ja mam gorszą od tego wszystkiego pewność, że Plutoforos nagle poczuł coś dla Melity i przelicytuje nas obu, jeśli który nie będzie miał wię-