Strona:Pisma VI (Aleksander Świętochowski).djvu/007

Z Wikiźródeł, wolnej biblioteki
Przejdź do nawigacji Przejdź do wyszukiwania
Ta strona została uwierzytelniona.


Protos. Zabawny jesteś, usiłujesz mnie przekonać o tem, o czem może twoja własna matka na pewno nie wie.
Dulos. Ostrzegam, nie drażnij mnie, jeśli nie chcesz, ażebym tobą zmierzył, jak głęboka ta woda!
Protos. Dulosie, Dulosie, zapominasz, żeś synem niewolnicy a uczniem Dyogenesa. To, co mówię, jest prawdopodobne, a dla cynika powinno być obojętne. Spytaj któregokolwiek ze swoich współwyznawców.
(Chwila milczenia, w czasie której obaj niewolnicy zajęci swoją robotą).
Protos. Szkoda, że ciebie nie posłał Kritobul do Kojnosu; byłbyś przynajmniej orzeźwił się tą świętą dla ciebie wodą, po której pływają gęsi twojej osady.
Dulos (ponuro). Co za niewolnicę ma stamtąd przyprowadzić Dejteros?
Protos. Jakąś dzieweczkę, piękniejszą niż wszystkie te kwiaty, które z taką grzecznością chłodzisz. Nie życzę ci, ażebyś musiał przy niej to samo robić, bo gdyby ci wtedy przyszła chętka zostać motylem, Kritobul by cię nie wachlarzem od niej spłoszył.
Dulos. Kupił ją?
Protos. Wygrał w kości od Temistesa, któremu niezbyt była potrzebną, bo stary pijak tak zniedołężniał, że się już tylko lalkami bawi. Kritobulowi wpadła w oko, podając mu owoce, a tak się podobno zapalił, że natychmiast siadł o nią do gry, zobowiązawszy się, jeśliby mu szczęście nie dopisało...